Strona główna » Wiedza » Zdrowie na talerzu » Śledzie w śliwkowo-korzennej marynacie

Śledzie w śliwkowo-korzennej marynacie

Śledź to doskonała ryba: tłusta, a więc bogata w zdrowe kwasy omega-3 i omega-6. To one odpowiadają za regulowanie poziomu cholesterolu, regulują ciśnienie krwi i pracę układu nerwowego, wpływają na zdrowie stawów, oczu i skóry. Śledzie są również źródłem witamin A, D, E stanowiące podstawę naszego zdrowia w niezliczonej ilości aspektów. Podobnie jest z witaminami z grupy B (B2, B6, B12), które również znajdziemy w tej rybie. Warto jeszcze wspomnieć o potasie, cynku i miedzi. Śledzie są też dobrym źródłem białka.
Do naszego przepisu wybraliśmy jeszcze suszone śliwki, regulujące pracę jelit, przeciwzapalne oraz działające na pracę układu trawiennego goździki. Doskonałe na trawienie ziele angielskie i liście laurowe (więcej o świątecznych przyprawach piszemy tu). No i przeciwzapalny cynamon. Mamy więc plan na pyszne i zdrowe danie, które może trafić na wigilijny stół. Zaczynamy 🙂

Skład:

  • filety śledziowe (12-16 lub ok 950 g)
  • śliwki suszone (ok. 100 g lub dwie garście)
  • orzechy włoskie (garść lub 100 g)
  • cebula (5 średniej wielkości)
  • cukier puder (trzcinowy lub biały, 4-5 łyżek)
  • koncentrat pomidorowy (5 łyżek lub mały słoik)
  • cynamon (ok 2 łyżeczki)
  • goździki (1/2 łyżeczki)
  • ziele angielskie (kilka kuleczek)
  • liście laurowe (2-4)
  • olej (ok. 150-200 ml)
  • sól

Przygotowanie:

Żeby wszystko łatwo poszło najlepiej rozłożyć sobie pracę na etapy. Dzięki temu potem nie traci się czasu i nerwów, że coś może się przypalić.

  1. Najpierw dobrze zabrać się za pastę z orzechów i śliwek. Orzechy włoskie i śliwki kalifornijskie (są słodsze od tych polskich) mielimy na gładką masę. To wszystko 🙂
  2. W przepisie jest cukier puder, ale jeśli go nie ma… tym lepiej! Sięgamy po moździerz i ucieramy w nim kilka goździków, potem wsypujemy 4 łyżki cukru i nadal ucieramy, aż cukier zacznie przypominać puder. Do całości dorzucamy jeszcze cynamon. Dalej ucieramy. Jak ktoś ma puder i tarte goździki (nie polecam, są nieco zwietrzałe – lepiej zmielić, zetrzeć samemu) to można najzwyczajniej w świecie wszystko połączyć.
  3. Teraz płaczcie! Cebule obieramy i kroimy (ja w kostkę, ale to rzecz gustu, można w piórka). 5! Nie macie ostrego noża? Będą łzy… Podsmażamy ją ostrożnie na oleju. Musi się tylko zeszklić i w tym stanie posypujemy ją cukrem z przyprawami. Mieszamy i dorzucamy pastę pomidorową. Gdy wszystko ładnie się połączy dodajemy pastę z orzechów i śliwek. Jest gęsta więc na małym ogniu cierpliwie mieszamy, tak, żeby wszystkie składniki się połączyły. Teraz odstawiamy do ostygnięcia.
  4. W trakcie, gdy marynata stygnie zabieramy się za śledzie.  Jeśli kupujemy gotowe matiasy, to olej, którymi są zamarynowane nie jest zazwyczaj najwyższej jakości. Najlepiej śledzie opłukać dokładnie na sitku i odstawić do dokładnego odsączenia. Kroimy. Jak? Niektórzy lubią duże kawałki. Chyba jednak lepiej przekrawać filety na pół, wzdłuż, i potem na niezbyt grube kawałki. Dzięki temu śledzie dokładniej przechodzą aromatami przypraw i marynaty. Pokrojone śledzie wrzucamy do miski i zalewamy dobrym olejem. Wrzucamy ziele angielskie i liście laurowe.
  5. Gdy już marynata wystygnie, wrzucamy ją do śledzi i cierpliwie mieszamy. Każdy kawałeczek powinien być oblepiony smakowitą, gęstą marynatą. Teraz całość do słoików i najtrudniejsze zadanie: wytrzymać aż śledzie przejdą smakiem marynaty (minimum jeden dzień).