Izoflawony – tajemnica znad Żółtej Rzeki

Soja jest coraz bardziej popularna w Polsce, głównie dzięki wegetarianom, którzy doceniają jej białko. Coraz częściej zauważamy także jej inne oblicze: mnogość izoflawonów.

Soja przez lata kojarzyła się z kuchnią Dalekiego Wschodu. Nic dziwnego. Już 1700 lat przed naszą erą pojawiły się pierwsze regularnie uprawiane pola soi. Chińska dynastia Shang zasłynęła w historii między innymi tym, że nad Żółtą Rzeką rozwijało się pierwsze rolnictwo, a jednym z plonów, którymi opiekowali się pradawni chłopi była właśnie soja. Jak jednak ją przygotować by była jak najbardziej korzystna dla zdrowia? W wyniku wielu eksperymentów okazało się, że gotowana lub sfermentowana soja jest już najlepszym źródłem bezcennych substancji odżywczych. Najstarsza medycyna świata od wieków korzysta więc z soi.

Mniej ufni w skuteczność sprawdzonych przez wieki doświadczeń chińskich badaczy preparatów musieli czekać aż do niemal ostatnich dni XVIII wieku. W 1899 r. pojawiła się pierwsza praca naukowa wskazująca, że z ziaren soi można uzyskać składnik nazwany później genisteiną. Próby jej dokładnego opisania trwały przez kolejne kilkadziesiąt lat. Ostatecznie naukowcy dowiedli, że izoflawonów jest więcej, najbardziej znane to genisteina, daidzyna oraz glicytyna.

Rak nie lubi soi

Co takiego zwróciło szczególną uwagę naukowców? Badania epidemiologiczne dotyczące nowotworów wskazywały właśnie na soję, jako czynnik zmniejszający występowanie raka piersi, tarczycy, okrężnicy, gruczołu krokowego, nowotworów głowy i szyi.

To właśnie te obserwacje spowodowały, że zaczęto doszukiwać się w ziarnach soi składników, które mogą istotnie przyczynić się do walki z rakiem. Wiele tropów prowadzi do genisteiny. Laboratoryjni naukowcy badali bowiem rożnice w składzie krwi u Azjatów i mieskzańców krajów Zachodnich. Okazało się, ze osoby, które tradycyjnie jedzą soję miały nawet 110 razy większe stężenie genisteiny w osoczu krwi i 30 razy większe w moczu.

Przetwarzać genisteinę

I tu znów pojawił się mały problem. W samych nasionach trudno uświadczyć te izoflawony. Pod lupy i mikroskopy wzięto więc przetwory sojowe. Okazało się, że genisteina, daidzeina i glicyteina są praktycznie  uśpione w surowcu. Dopiero pod wpływem temperatury lub fermentacji pojawiają się w dużych ilościach. w pełnej bioaktywności Cała ta historia wydaje się mieć znaczenie najwyżej akademickie. Tymczasem… warto sobie to uświadomić zmierzając właśnie po produkty sojowe.

Strażnik DNA

Są one coraz częściej stosowane w terapii i zapobieganiu chorób nowotworowych. Tymczasem specjaliści ostrzegają, że wartościowe są tylko te preparaty, które zawierają odpowiednio przygotowane izoflawony. Muszą być one odpowiednio przechowywane i transportowane, by były dobrze przyswajalne przez organizm człowieka. A jeśli są dobrze przygotowane? Setki badań dowodzą, że izoflawony działają hamująco na rozwój raka, chronią także komórki przed niekorzystnymi zmianami. Są dobrym przeciwutleniaczem. Genisteina chroni nasze DNA. U osób cierpiących na chorobę nowotworową zauważono zmniejszenie ryzyko nawrotu lub przerzutów po zastosowaniu preparatów sojowych.

Genisteina łagodzi menopauzę

Korzyści ze stosowania izoflawonów jest jednak znacznie więcej niż tylko profilaktyka nowotworowa. W Azji od dawna soja jest zalecana kobietom w wieku menopauzalnym. Suplementy z genisteiną zmniejszają częstość występowania uderzeń gorąca, wpływaja na zwiększenie gęstości mineralnej kości. Genisteina może także ograniczyć naturalne niszczenie tkanki kostnej przez komórki kościogubne (osteoklasty) na poziomie porównywalnym do terapii hormonalnej. Izoflawony mają także pozytywny wpływ na układ krążenia.

 

Genisteina − izoflawonoid soi o zróżnicowanym mechanizmie działania − implikacje kliniczne w lecznictwie i prewencji chorób nowotworowych. Postępy Hig Med Dosw 2004, 58:128−139.

Bioaktywny izoflawon genisteina – perspektywy zastosowań medycznych. Postępy Fitoterapii 3/2000, s. 15-20

Izoflawony jako alternatywa dla terapii hormonalnej wieku enopauzalnego. Przegląd Menopauzalny 2010; 6: 402–406