Strona główna » Wiedza » Profilaktyka i leczenie » Podróż w czasie z ostropestem

Podróż w czasie z ostropestem

Niewiele jest roślin tak pełnych sprzeczności. Kusi pięknym, purpurowym, kwiatem i odpycha kolcami. Choć jest dobrze przebadana przez naukowców i ceniona przez lekarzy, to wciąż jeszcze o jego zbiorach decydują czasem względy religijne. Zachwyca chemików analizujących prozdowotne właściwości i budzi rezerwę poprzez swoje nieprzystępne liście i łodygę. To jaka jest właściwie ta roślina?

W zielonych odmętach chlorofilu krążącego w jej wnętrzu kryją sie tysiące lat malowniczej historii, osadzając na kolcach i liściach, by uczynić z ostropestu zioło o właściwościach niemal magicznych. Wszystkie legendy swoje korzenie zapuszczają głęboko wgłąb podań ukrytych nieco w obłokach pyłu wzbudzanego przez maszerujących rzymskich legionistów, a strzegą ich węże opisywane przez Pliniusza Starszego prawie 2000 lat temu (AD. 23-79).

Ostropest na podbój świata

Poszukiwanie informacji o ziołach przywodzi trochę na myśl wyobrażenia o dawnych laboratoriach alchemików, herbalistów i czarownic. Trzeba odkurzyć stare księgi, które kierują do jeszcze starszych doniesień. Tak jest choćby z ostropestem, który w ciekawy sposób został opisanym przez Maud Grieve. Panna Grieve, bo tak nazywali ją sto lat temu botanicy porwała się na początku XX wieku na niebagatelną rzecz: napisanie księgi pod tytułem “Modern Herbal”. To w niej zebrała tropy wiodące do zdrowotnych zastosowań ostropestu. Dzięki pannie Grieve dowiadujemy się między innymi, że już Pedanios Dioskurydes opisywał tę roślinę. Przypisał jej ciekawe właściwości, Miała ona bowiem być remedium na zrastające się ścięgna małych dzieci, ale i lekiem na ugryzienia węży. Grecki lekarz jest także ojcem nazwy zioła Silybum. Zrobił to już w 100 r. przed naszą era. Wedle Dioskurydesa zapasy ostropestu dźwigała ze sobą rzymska armia ruszająca na podboje świata.

Święta Hildegarda z ostropestem

Ponad sto lat później rośliną ta zainteresował się inny obserwator świata – Pliniusz Starszy. W swojej 37-tomowej encyklopedii “Naturalis historia” pisał o medycznych zastosowaniach zioła. Co ciekawe Pliniusz był prokuratorem za czasów cesarza Wespazjana, a zginął spiesząc na ratunek ludziom umierającym pod pyłami i w pożarach eksplodującego Wezuwiusza.

Wróćmy jednak do ziół i Hildegardy von Binge to pierwsza kobieta, która jeszcze w średniowieczu, nie bacząc na obawy przed oskarżeniem o zajmowanie się czarną magią, opisała znane wówczas medycynie zioła, a więc i ostropest plamisty. Hildegarda jest dziś uznawana przez kościół za świętą, a część jej poglądów na medycynę, do dziś jest dyskutowana. Pojmowała ona człowieka holistycznie, wierzyła, że w uzdrowieniu tak samo istotna jest dusza, jak i ciało.

Na melancholię

O duszy pisał też w kontekście ostropestu John Gerard. Korzeń miał wydalać z ciała objawy melancholii i leczyć wszystkie związane z nią. Gerard miał rację co do innych zasosowań zioła, z jego obserwacji wynikało bowiem, że chroni ono wątrobę i pomaga w odtruwaniu.

Jednak dopiero brytyjski botanik Nicholas Culpeper pomaga rozwiązać inną zagadkę: pochodzenie nazwy: oset Najświętszej Marii Panny. Według wierzeń w czasie karmienia Dzieciątka Jezus kilka kropli mleka spadło na liście ostu i pozostawiło na nich mlecznobiałe plamy. Między innym w związku z tym okres zbierania ostu jeszcze w latach 30-tych ubiegłego wieku rozpoczynał się po dniu św. Jana Chrzciciela (24 czerwca), a kończył – w dniu Matki Boskiej Zielnej (15 sierpnia). Dopiero od momentu ich poświęcenia można było go stosować dla celów leczniczych (z resztą reguła ta dotyczyłą także innych ziół). Dziś botanicy dokładnie wiedzą, ze najkorzystniejszy okres to sierpień.

Ostropest ratuje wątrobę

Culpeper w XVIII wieku używał ostropestu plamistego do leczenia wątroby, śledziony, nerek, układu moczowego a nawet do przyspieszenie wydalania kamieni nerkowych. Brtytyjski lekarz pisał: – Ostropest oczyszcza krew niezmiernie. Na wiosnę proszę go gotować bez kolcy, by wymienić krew po zmianach sezonu.

Ostropest był również wykorzystywany przez Sasów jako środek leczniczy po ukąszeniu węża. Nasiona zaś wykorzystywano do leczenia zakarzeń po ugryzieniach zwierząt. Uważano także, że powinny go brać kobiety karmiące, gdyż przyspiesza produkcję mleka.

Ostropest był także obecny w kuchni. Używano go do sałatek, zup i ciast. Kwiatowy stanowiły wyborny zamiennik karczocha, młode liście zastępowały szpinak. Gotowano także korzenie, które w smaku przypominały przypominały nieco salsefię (kozibród porolistny).

XIX wiek to dalszy rozwój badań nad właściwościami leczniczymi ostropestu. Stosowano go do oczyszczania jelit, ale coraz więcej mówiono o jego doskonałym wpływie na wątrobę. Karierę robiła między innymi “Tinctura Cardui Mariae Rademacher”, nalewka wymieniana w farmakopei do dziś.

Skarbnica ostropestu

Teraz nie musimy już wierzyć Pliniuszowi czy Dioskurydesowi. W książkach medycznych możemy znaleź badania potwierdzające, że zioło skutecznie chroni wątrobę przed jednoczesnym dopływem zbyt wielu szkodliwych substancji. Jest też silnym przeciwutleniaczem, mocniejszym niż witaminy C i E, przeciwdziała więc uszkodzeniom komórek przez wolne rodniki. Nasiona ostropestu działają odtruwająco, oczyszczająco i regenerująco na wątrobę i nerki. Są także podawane niejadkom, gdyż zwiększają wydzielanie soku żołądkowego co zaostrza apetyt. Nalewki z tej rośliny działają wzmacniająco na naczynia krwionośne, hamują krwawienia.