Karnityna, witamina z mięsa

Ludzie pierwotni nie cierpieli na otyłość. Ich dieta była bowiem bogata… w karnitynę. Według naukowców to powrót do historii może nam dać odpowiedź na fundamentalne pytanie: jak nie tyć?

Jest rok 10721 przed naszą erą. W miejscu dzisiejszej Warszawy, Poznania, Pszczyny rosła osłabiona ciężką epoką lodowcową tundra, która coraz bardziej zaczynała zmieniać się w dzisiejsze lasy kuszące szumem świerków, potęgą dębów. Nasi praprzodkowie wciąż jeszcze szukali schronienia w jaskiniach, niektórzy budowali szałasy. Na chwilę, bo przecież wciąż trzeba było przenosić się w poszukiwaniu zwierzyny. A ta panoszyła się zbijając w stada, które miały przewagę nad człowiekiem. Były jednak także głównym źródłem pokarmu dla naszych przodków. Silnych, sprawnych, nieznających nadwagi. Aby przeżyć człowiek musiał polować. nieustannie gonić lub uciekać. Walczyć, jeść, spać, wstać i znów walczyć. Jadł mięso, korzenie, orzechy, ryby, dzikie owoce i zioła.

Wsiadamy do maszyny czasu i przenosimy się 6000 lat bliżej naszej ery. Do neolitu. Znad Żyznego Półksiężyca na Bliskim Wschodzie do dzisiejszej Polski dotarła wiedza o tym jak udomowić zwierzęta i uprawiać zboże. Tu przy ognisku możemy już spotkać rodzinę piekącą placki, chleb. Opodal ścieliły się łany pszenicy, które zamieniano potem w biały pył – mąkę. Co ciekawe. To właśnie w neolicie mogliśmy spotkać także pierwszych grubasów.

Byliśmy szczupli i jedliśmy dużo karnityny

Jak to możliwe? W latach 90-tych to samo pytanie zadał sobie Elwyn Hughes. Przeanalizował liczne doniesienia dotyczące zwyczajów żywieniowych ludzi w różnych okresach epoki kamiennej. Wyniki były tak ciekawe, że postanowił porównać je ze współczesną dietą ludzi. Okazało się, że dzisiejsze pożywienie jest bardzo ubogie w witaminę C (dostarczamy jej teraz średni 60 mg dziennie), karnitynę (120 mg) i lizynę (5g).

Jak jadaliśmy tysiące lat temu? Z tych trzech składników zdecydowanie najwięcej w epoce przed neolitycznej spożywaliśmy lizyny – 12 g dziennie tego prekursora karnityny. Samej karnityny też zjadaliśmy dużo więcej bo aż 400 mg, tyle samo witaminy C!

Hughes wysnuł więc wniosek, że to karnityna była składnikiem, który w znacznym stopniu wpływał na poziom tkanki tłuszczowej u naszych praprzodków. Co się więc stało takiego, że już w neolicie pojawili się pierwsi otyli. Wszystkiemu winny… postęp. Wraz z rozwojem narzędzi i umiejętności hodowli roślin, ludzie zmieniali tryb na bardziej osiadły. Na stołach pojawiły się pokarmy zbożowe i przetwory mleczne. Zaczęły za to znikać produkty bogate w karnitynę, o której nikt wówczas oczywiście nie miał pojęcia. Bo wnioski Hughesa są możliwe właśnie dzięki dalszej ewolucji nauki o żywieniu, a jej drogi prowadzące właśnie do karnityny są naprawdę pokrętne.

Za wielką wodę z karnityną

Prawdę pisząc, to bardzie adekwatnym słowem opisującym podróż karnityny w kierunku współczesnej wiedzy byłby “szlak”. W tym wypadku szlak oceaniczny. Bo po rewolucji w neolicie przeskakujemy na inne epokowe zmiany: podróże przez wielkie wody. Romantyczne wyprawy na pokładach żaglowców wyglądały zgoła mniej romantycznie. Po wielu tygodniach bez dostępu do świeżego pokarmu załogę dziesiątkowała wyjątkowo paskudna choroba – gnilec inaczej nazywany szkorbutem. Przez długi czas nie wiedziano jak walczyć z tą chorobą. Dopiero później okazało się, że wywołuje ją brak witaminy C. Choć… No właśnie. W wyniku zbiegu różnych badań na marynarzach okazało się, że jest jeszcze jeden istotny składnik, który może mieć istotny wpływ na funkcjonowanie organizmu.

U cesarza bez karnityny

W 1882 r. lekarzy morskich zainteresowały doniesienia z Japonii. Tamtejsza marynarka zmagała się z inną chorobą: beri-beri. Ona także wynikała z niewłaściwej diety. Na pokłady floty cesarza zabierano bowiem głównie ryż. Stanowił on podstawę diety najniższych stopniem żołnierzy. I to wśród nich najczęściej dochodziło do zgonów na skutek rozwoju beri-beri. Tak wielkich problemów nie miała natomiast kadra oficerska. Lekarz wykształcony w Wielkiej Brytanii, Kanehiro Takaki zwrócił uwagę właśnie na te różnice. Przekonał dowództwo do dosyć makabrycznego eksperymentu.

Takaki postanowił bowiem, że podczas długiego rejsu porówna stan zdrowia załogi dwóch statków. Jedna nadal będzie cierpiała z powodu ubogiej diety. Na pokład drugiego okrętu zabrano większe ilości warzyw, mięsa, ryb, roślin strączkowych. Efekt eksperymentu był następujący: na statku, gdzie część załogi jadła niemal wyłącznie ryż na beri-beri zmarło 25 osób spośród 161 chorych. Na drugim okręcie nie umarł nikt, a przypadków zachorowań Takaki naliczył jedynie 14 przypadków zachorowań. Brutalne doświadczenie dobitnie wskazało, że przyczyna musi być ukryta w jedzeniu. Wysnuł jednak błędny wniosek sądząc, że beri-beri może zahamować białko. Dopiero po latach Kazimierz Funk odkrył, że kluczowy dla rozwoju choroby jest deficyt witaminy B1.

Mięsny sok, który leczył

Wyniki Takakiego analizowali jednak inni badacze i zaczęli się coraz głośniej zastanawiać, czy faktycznie kluczowe dla powstrzymania chorób takich jak szkorbut czy beri-beri jest mięso. Na podstawie badań Niemca Justusa von Liebiga inni naukowcy wiedzieli, że w skład mięsa wchodzą białka, tłuszcze i cukry. Liebig stworzył wyciąg, który stawiał na nogi osłabionych. Był chemikiem i jego substancja, choć przynosiła korzyści, niepokoiła go. Skoro uważano, że to białko ma właściwości lecznicze to dlaczego wyciąg działa? Przecież substancja była filtrowana i konserwowana alkoholem, który skutecznie niszczył białka. Poddał ją więc szczegółowym badaniom i odkrył kolejne substancje: kreatyninę, inozynę, kwas mlekowy i kreatynę.

Tak jak wyniki Takakiego, tak i odkrycie Liebiga zostało podważone. Tym razem w Moskwie przez dwóch badaczy Gulewitscha i Krimberga.

Dwaj chemicy nie zadowolili się bowiem informacją, że mikstura Niemca leczy. Chcieli wiedzieć co konkretnie wpływa na zahamowanie szkorbutu. Zaczęli więc podawać pacjentom każdą z tych substancji oddzielnych. I nic! Zrozumieli wtedy, że uwadze innych naukowców umknęła jakaś inna substancja. I tak oto w laboratorium odkryli karnitynę (od łacińskiego słowa “carnis” – mięso). Był rok 1905.

Znikająca witamina Bt

I znów nad karnityną zaległa cisza. Przez kolejne 40 lat, aż inny duet – Blewett i Fraenkel – podczas badań nad owadami nie wpadli znów na jej ślad. Wówczas witaminy nie były dobrze poznane. Dzielono ja na A (rozpuszczalne w tłuszczach) i B (rozpuszczalne w wodzie). Nazwali ją czynnikiem “t” (od Teneribo – owada, którego badali). Ponieważ miała skład przypominający witaminy z grupy B ogłosili odkrycie nowej witamin Bt. Niestety ówczesna nauka uznawała, że witaminami są wyłącznie substancje dostarczane z pożywieniem. Witamina Bt zniknęła. Dziś wiemy, że witaminy powstają także w naszym organizmie, większości z nich jest jednak zbyt mało, by pokryć dzienne zapotrzebowanie i trzeba je dostarczać z pokarmem.

Mniej tłuszczu dzięki karnitynie

Potrzeba było jednak jeszcze trzech kolejnych dekad, żeby zrozumieć jak karnityna działa na człowieka. W latach siedemdziesiątych znów pojawiły się badania o szkorbucie. Wynikało z nich, że to nie tyle witamina C jest rozwiązaniem zagadki leczenia tej choroby, ale właśnie karnityna. Witamina C jest bowiem potrzebna do wytwarzania karnityny w organizmie człowieka. Gdy już karnityna pojawi się we krwi może zaangażować tłuszcze do przemian energetycznych. Gdy jej poziom spada tłuszcze nie napędzają mięśni do pracy w odpowiednim stopniu. Nie są więc spalane i zamieniane na energię, lecz zalegają sobie w różnych miejscach ciała, czekając aż ktoś zabierze je do komórkowej “spalarni”. Małe kuleczki tłuszczu rosną, zamieniają się w wałeczki, a potem w coraz bardziej widoczną nadwagę.